Napmoon
pl
Dzień na łąceZa darmo

Dzień na łące

Rudek chce poznać małych mieszkańców łąki, ale wszyscy przed nim uciekają. Ślimak zna na to powolny sposób.

Cała bajka

Rano lisek Rudek wybrał się na łąkę pełną kwiatów. Słońce grzało, a trawa sięgała mu do nosa. Pachniało koniczyną i rumiankiem. — Dziś poznam wszystkich mieszkańców łąki! — zawołał Rudek. I pobiegł: hop, hop, hop!

Na stokrotce siedziała biedronka. Ale kiedy Rudek przybiegł, schowała się pod listek. Motyl odfrunął wysoko. Pszczółka bzyknęła i już jej nie było. Rudkowi opadły uszy, a ogonek smutno zwisł. Zrobiło mu się przykro.

— Muszę szukać szybciej — pomyślał. Biegał i zaglądał pod liście. — Hej! Pokażcie się! — wołał coraz głośniej. Ale szumiała tylko trawa: szu, szu. Nikt się nie pokazał. Zdyszany Rudek klapnął na ziemię.

Po źdźble trawy sunął ślimak z domkiem na plecach. Szedł najwolniej ze wszystkich. — Dokąd się spieszysz? — zapytał Rudek. — Donikąd. Ja lubię patrzeć na świat powoli. Wysunął czułki i uśmiechnął się.

— A przede mną wszyscy uciekają — westchnął Rudek. — Ja też kiedyś biegałem — powiedział ślimak. — Tak szybko, że aż domek mi podskakiwał! Rudek parsknął śmiechem. — I nic wtedy nie widziałem — dodał ślimak. — Teraz siadam cichutko i patrzę powolutku. Spróbuj ze mną.

Rudek usiadł obok ślimaka i wziął głęboki oddech. — Siedzę cichutko, patrzę powolutku — szepnął. Po chwili spod listka wyszła biedronka. — Mam siedem kropek! — pochwaliła się. Rudek policzył: raz, dwa, trzy, cztery, pięć, sześć, siedem!

— Siedzę cichutko, patrzę powolutku — szepnął znowu Rudek. Obok przefrunął motyl. Usiadł na koniczynie. Skrzydła miał żółte jak słońce. Otwierał je i zamykał, otwierał i zamykał. Wyglądał jak kwiatek, który umie latać.

— Siedzę cichutko, patrzę powolutku — szepnął po raz trzeci. Za motylem przyleciała pszczółka. Bzz, bzz — zbierała słodki nektar. Nektar to sok ukryty w środku kwiatków. — Zaniosę nektar do ula — bzyknęła pszczółka. — Będzie z niego miód!

Ślimak schował się w domku na drzemkę. Nagle w trawie coś zacykało: cyk, cyk! Na źdźble siedział zielony konik polny. Łapki Rudka same chciały biec. Ale Rudek został na miejscu. — Siedzę cichutko, patrzę powo… — zaczął sam. Hop! Konik polny wskoczył mu prosto na nos!

Rudek ani drgnął, tylko oczy mu się śmiały. Po chwilce konik skoczył z powrotem w trawę. Ślimak wyjrzał z domku. — Łąka sama do ciebie przyszła — szepnął. Razem popatrzyli powoli. Łąka była jeszcze piękniejsza.

Wieczorem słońce zrobiło się różowe. Biedronka zasnęła pod listkiem, a pszczółka zaniosła do ula ostatni nektar. Rudek wracał do domu krok po kroczku. W trawie cichutko grały świerszcze. W norce zwinął się w kłębek i zamknął oczy. Dobranoc, Rudku.

Podobne bajki